Spotkanie z misjonarką

Wieści z Kamerunu21 października 2003r. nasze gimnazjum odwiedziła siostra misjonarka Teodora. Pochodzi zza Ciechanowa. Od 17 lat pomaga biednym w Kamerunie. Wcześniej przez dziesięć lat pracowała w Kanadzie. Zna więc obraz bogactwa i skrajnej biedy. Do Polski przyjeżdża co trzy lata. Dzięki znajomościom pani Beaty Siekluckiej – katechetki i naszej pani dyrektor p. Wiesławy Modzelewskiej, uczniowie mieli możliwość, by dowiedzieć się więcej o misjach i kulturze czarnego kontynentu.
Siostra najpierw opowiedziała o sobie i o tym, czym się zajmuje, a potem pokazała nam kasetę z nagraniem kilku dni z życia kameruńskiej wsi
Siostra Teodora w KamerunieFilm przeplatany był radością i smutkiem. Widzieliście, jak ci ludzie śpią? Na ziemi, w szałasach z liści i gliny. Rodzice całymi dniami pracują. Starsze dzieci muszą się opiekować młodszym rodzeństwem (a mają go naprawdę dużo). Poza tym chodzą do prowizorycznej szkoły. W klasie jest ich przeszło 120.Jeśli mają drewniane ławki to prawdziwy luksus. Wszystkiego uczą się na pamięć. Nie wiedzą, co to zeszyt czy długopis. Żeby nauka nie była monotonna, śpiewają, np. alfabet. Pomimo to chcą chodzić do szkoły. Marzą o nauce – w przeciwieństwie do nas. Jadają raz dziennie albo piją wodę, w której wcześniej się myli i prali ubrania. We włosach mają pełno robactwa. Ich największym nieszczęściem są choroby: gruźlica, tyfus i malaria. Większość chorych umiera. Są też przypadki, które udało się wyleczyć siostrze Teodorze. Choć z wykształcenia jest pielęgniarką, zmuszona została do wykonywania czynności lekarka. Często szczególnie dzieci są odwodnione i popadają w anemię. Nie znają prądu. Idą spać o 18.20 i wstają o 6.20 równo z zachodem i wschodem słońca. Boją się położyć na wygodne łóżko. Mimo głodu i nędzy są weseli i uśmiechnięci. Żeby nikt nie pomyślał, że pieniądze zbierane w Polsce na misje idą w niepowołane ręce powiem, że dzięki nim Kameruńczycy zbudowali kościół. Nie przyjechał do nich niestety na stałe żaden ksiądz. Celebruje diakon. Czasami pożyczają prawdziwego – z innej, odległej parafii. Przeciętna msza trwa trzy godziny. Później ludzie śpiewają, a następnie młodzież rozpoczyna mecz piłki nożnej. Ten sport bardzo im się spodobał. Mogliby grać bez przerwy. Wbrew stereotypom przyjmują pomoc. Trzeba tylko odpowiednio ja zaproponować. Uwielbiają wszystkich misjonarzy. Na siostrę Teodorę wołają „mama”. Przynoszą jako dowód wdzięczności upieczone ślimaki, żółwie.
Według mnie takie spotkania powinny odbywać się częściej. Dzięki tej niezwykłej lekcji zobaczyłam jak naprawdę wygląda afrykańska wioska. Przecież ci ludzie są tacy jak my, a jednak los ich nie oszczędza Zastanówcie się, czy nie jesteśmy szczęściarzami? Ale wielu przydałaby się taka trudna lekcja życia.
Edyta W. z IIc

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s